Bloog Wirtualna Polska
Są 937 742 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

tejk mi tu de paradajs

sobota, 31 października 2009 21:51

   Slyszalem, ze alkohol oglupia. Zabija szare komorki znajdujace sie w moim mozgu, ktore to wlasnie sprawiaja, ze jestem w stanie stukac w te nic nie znaczace, jesli wyjete z kontekstu znaki graficzne ukladajace sie w logiczna/nielogiczna (niepotrzebne skreslic) calosc. To zajebiscie z jego strony. Czuje liryczne opary klebiace sie nade mna, opatulajace moje klepki. Jest pewna kwestia, ktora nie daje mi spokoju, zzera mnie od srodka jak kwas siarkowy: jesli negacja to paradoks, a paradoks jest rownoznaczny z negacja, to kopnijcie mnie w dupe, bo nic o zyciu nie wiem! Kto powiedzial, ze czarne jest dla wszystkich czarnym, a biale razi w oczy kazdego obserwatora? Nikt, a jesli nawet powiedzial, to byl to czlowiek bez wyobrazni nie zdajacy sobie sprawy z relatywizmu naszych osadow. Bezmierny chaos mojej wypowiedzi jest zapewne w jakis sposob urokliwy, czego nie bede sie wyrzekal, a wrecz przeciwnie. Calkiem interesujaca opcja. Rzucanie niezrozumialymi terminami w sposob, ktory bedzie sie kojarzyl ze swiatlym postrzeganiem swiata. Mozna na to nawet wyrywac laski. Niespecjalnie rozgarniete, niespecjalnie oczytane, niespecjalne uogolniajac. Reasumujac: niespecjalnie intratna ta mozliwosc, droga. Meczy mnie wena, jednak nie moge napisac czegos konstruktywnego, wizjonerskiego, kultowego. Dlaczego? Jakbym to wiedzial, z pewnoscia bym temu zaradzil, chyba, ze moje permanentne lenistwo sprawiloby, ze olalbym sprawe nie zdajac sobie sprawy z fenomenu glaszacego mnie po glowie. Tym pesymistycznym akcentem chcialem zakonczyc ten beznadziejnie beznadziejny wpis. KAPUT.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5112396,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Foo Fighters - Come Alive

niedziela, 25 października 2009 22:39
Tłumaczenie piosenki "Come Alive" zespołu Foo Fighters mojego autorstwa.

Jakby wczoraj to było
Zycie ze mnie uciekło
Tutaj nie ma nic, za mną też nic

Wszystkie dźwięki nudzą mnie
Kolor być też czarny chce
Życie staje w ogniu, pali się

Całkiem zwykły organizm
Od wódy pada na pysk
Ledwo słyszę siebie w biegu tym

Ja kładę się w ten mrok
Oczy zamykam
Dałaś mi znów dzień
Jesteś żywa.

Ciągle drogę znaleźć chcę
Kręcę bączki paląc się
Jak płomień w oczach moich kończy dni

Utoń wolno pijąc to
Słóż pod ciężką koroną
Więźniu bólu przebierz się w króla

Odpuść lekko każdą rzecz
Słodko-kwaśnie poddaj się
To był czas by żegnać się, już wiesz

Ja kładę się w ten mrok
Oczy zamykam
Dałaś mi znów dzień
Jesteś żywa.

Nie mam powodu już
By przetrwać ten stan
Dałaś mi znów dzień
Jesteś żywa.

Przyjdź żywa, przyjdź żywa.
Przyjdź żywa, przyjdź żywa.
Przyjdź żywa, przyjdź żywa.
Przyjdź żywa, przyjdź żywa.

Przyjdź żywa, przyjdź żywa.
Przyjdź żywa, przyjdź żywa.
Przyjdź żywa, przyjdź żywa.
Przyjdź żywa.

Nic złego nie chcę dać
Chcę życie w końcu brać, przyjdź żywa!
Dlaczego śmiejesz się
Powietrze znów czuję, przyjdź żywa!

Ja kładę się w ten mrok
Oczy otwieram.
Dałaś mi znów dzień
Jesteś żywa.

Przyjdź żywa, przyjdź żywa
Przyjdź żywa, przyjdź żywa
Przyjdź żywa, przyjdź żywa
Przyjdź żywa, przyjdź żywa

Przyjdź żywa, przyjdź żywa
Przyjdź żywa, przyjdź żywa
Przyjdź żywa.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5095373,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Plask mode: ON.

środa, 07 października 2009 22:09

 

Nie. Nie mam ogona.

   Ani dwóch twarzy, tak by gdy jest mi lepiej w inną się przeobrazić. Nie jestem jaszczurką, ani bańką mydlaną. Ani z kości, ani z duszy się nie składam wyłącznie. Gardzisz mną, ale co jeśli ja gardzę twoją pogardą? Jest mi źle, choć dobrze. W banale tym możesz dostrzec głębie, lub drugie banalne dno - jak wolisz. Wybór do Ciebie należy, a droga którą pójdziesz zawsze będzie prawdziwa. Dla Ciebie, jeśli jesteś filozofem, którego treścią życia jest jego myśl.

   Uczucia są banalne i prozaiczne i nawet romantyczna otoczka tego nie zmieni, co nie oznacza, że są proste. Miecz obusieczny jakim wojujemy przez całe życie jest absolutny i nawet, gdy obojętność jest jego inskrypcją, zamachujesz się poświadomie szkodząc/pomagając innemu równoległemu umysłowi przemierzającemu świat w poszukiwaniu... No właśnie, czego? Słowa bolą, ale jeszcze bardziej boli milczenie. Hipokryta czy oportunista? Żaden, bo trzymanie się za swój kręgosłup moralny to mój cel nie przychodzący łatwo i zbaczam z niego nazbyt często. Pogarda? Za wiele razy ktoś gardził mną, żebym to ja mógł gardzić kimś. Śmieszy mnie jednak groteska i niezamierzona żałosność u ludzi przeświadczonych o należnym im szacunku. Na szacunek można zarobić, ale tylko ciężką pracą, którą niektórzy nazywają pokorą. Nie jestem pokorny w stosunku do ludzi, bo nie na tym polega humanizm. Pracą nad sobą. Bo nad kim?



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5041724,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

Posluchaj, to do ciebie.

niedziela, 04 października 2009 16:47
   Jestem.
   Zawiesilem sie w hardrock'owym stanie niewazkosci. Oddycham helem, ktory unosi mnie do gory tak, ze patrze na obsypane lukrem gorskie szczyty z perspektywy. Tworzac zmieniam swiat, a zmodyfikowany swiat oddzialuje na mnie ze zdwojona sila. Tak to juz sie sprzeglem zwrotnie ze sztuka... i miloscia.
   Nie skrzywdze cie. Nikogo juz nie skrzywdze. Nie zabiore mu jego kawalka pieczeni kuszacego mnie aromatycznym zapachem pobudzajacym moje zmysly. Membrana nieustannie wibrujac przy moim uchu zmienia sie zamilknawszy w ludzki magnes, ciagnacy mnie do siebie, a odciagajacy od reszty swiata. Nie jestem w stanie sie temu oprzec, kosmiczne wielobarwne fale dzwiekowe opletlwszy moje nogi ciagna moje cialo po parkiecie. Drapie go pozostawiajac piszczace rysy na gladkiej i lsniacej frakturze. Odbijam sie od planet pozostajac caly czas w ruchu, zeslizguje sie po ich pierscieniach, lecz nie moge dotknac gwiazd. Skacze do gory, w ich strone nie wplywajac wcale na ich punktowosc. Nawet tej najjasniejszej, ktora widac nawet bedac ukrytym pod gigantycznymi liscmi paproci.
   Run, rabbit run! Przedzieram sie przez nieprzejednany gaszcz, galezie chlostaja mnie po oczach, rozcinaja mi warge. Jest noc, koncentruje sie tylko na bialym punkcie biegnacym przede mna, a wszystko inne umiera poddane obojetnosci, pomalowane enigmatycznym pedzlem na czarno. Niepokojacy pulsujacy dzwiek nade mna stara sie mnie oderwac od celu, ktory sobie wyznaczalem. Napotyka jednak nieprzejednana sciane niewrazliwosci.
   Tak. Tylko to trzyma mnie przy zyciu. Kroliczek i muzyka zataczajaca kregi wkolo mojego gardla. Tworzaca sznur zaciesniajacych sie dzwiekow. Nie. Nie zabije mnie, bo sam nia jestem rozpadajac sie na tysiace szesnastek, osemek i cwiercnut...


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5033214,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nothing here to see, no looking back.

środa, 30 września 2009 22:07
   Coś się kończy, coś zaczyna nie pomaga mi etopiryna. Pięknego dnia dzisiejszego, który notabene pięknym nie był (a całe stwierdzenie buduje wspaniale poetycki klimat panujący we mnie, który to mam zamiar przelać na tą internetową kartkę czystą lub brudną w zależności od stanu monitora czytelników ) po raz dwudziesty w tym roku szkolnym jechałem okazją do albo z zakładu karnego nazywanego przez niektórych ludzi przewrotnie szkołą.
   Juhu, zaczerpnąłem w ten sposób wiele mądrości, których w szkole się nie naumiecie, a ja ich wam nie wyjawię, bo mi się nie chce. Życie biegnie w zawrotnym tempie, wskazówki prędkościomierzy obraca się cyklicznie w kącie 360, łamiąc wszelkie zasady panujące na drodze, w moralności i wszechświecie; jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej. Głos się łamie, ambrozja ścieka mi małą przezroczystą strużką z ust sącząc się kropla po kropli na tors, nirvana, w jakiej się znalazłem nie pozwala na jakikolwiek ruch świadczący o świadomości tego faktu. Woda przecieka mi między palcami, gdy co rano stojąc zgarbiony przed zaparowanym lustrem staram się zapytać siebie, co chcę dziś robić, a odpowiadam sobie tylko rzeczami, które zrobię, bo muszę. Tak, poznałem kogoś i się tego nie wstydzę. Wstydzę się tylko tego, ze nie mam pleców, na których mógłbym postawić głowę tak, by jej nie tracić, gdy ją widzę.
   Nie, nie nie i jeszcze raz nie, jak mawiała pewna żaba, co to niejednego w swoim życiu widziała. Decyzje nie poddane zastanowieniu nie są decyzjami dobrymi, nawet, gdy wynikają z nich takie rzeczy. Pwhaha! Złamię Ci serce, a Ty mi rękę. Na trzydziestu centymetrach ponad chodnikami wcale nie jest tak, jakbym się spodziewał, że jest, a to, że trzymam głowę wysoko w chmurach sprawia tylko, że mam grypę; mogę napisać o miłości, ale czym ona jest? Chcieć jechać przed siebie, jeść zapakowane w kolorową folię gówno z supermarketu (tak, tak - bez kryptoreklam) i nie marznąć w oczekiwaniu na prostokątny koc niewygody.
   I co sprawia, że jest tak, a nie inaczej - kręcą się włosy, ale nie tak, jakbym chciał, że krzyżują się ścieżki tak, że jest mi nie po drodze, że słońce zachodzi tak, że go nie widzę spod krnombrnego kapelusza? Wciąż boli mnie noga, której nie mam, a zupa w której płynę kieruje mnie do punktu wyjścia, gdzie nie chcę się znaleźć po raz kolejny bez krawata. "Czy wyglądam jak Napoleon?" - pytasz, a ja ci odpowiadam, że tak, ale niczego to nie zmienia, bo nim nie jesteś płynąc na łódce komformizmu, co to łaskocze cię od środka jak piórko z jadem węża, przez które gnijesz zaśmiewając się bezpruderyjnie.

http://www.youtube.com/watch?v=z8fTaHmSJSI


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5023219,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

 123  »

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  3 825 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 12.06.2009 21:55:50
  • autor: terresia
  • treść: Ca³kowicie ci&e...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione blogi

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to